Kazimierz Dolny zna każdy miłośnik renesansowej architektury i lessowych wąwozów, ale o jego winiarskiej przeszłości pamięta się rzadko. Tymczasem dolina środkowej Wisły, na której pograniczu leży miasteczko, ma jedną z najstarszych i najdłużej trwających tradycji uprawy winorośli na ziemiach polskich. Historia wina splata się tu z dziejami zamków, klasztorów i nadwiślańskich miasteczek na przestrzeni co najmniej kilkuset lat.
Średniowieczne początki
Początki uprawy winorośli w tej części Polski sięgają średniowiecza i wiążą się przede wszystkim z chrześcijaństwem. Wino było niezbędne do sprawowania liturgii, dlatego jego produkcją zajmowali się głównie zakonnicy — najpierw benedyktyni, później cystersi — którzy przenosili w nadwiślańskie dobra umiejętności i sadzonki ze swoich dawnych siedzib. Sprzyjały temu naturalne warunki: bliskość Wisły łagodziła klimat, a strome, wystawione na południe zbocza pozwalały winogronom dojrzewać szybciej niż na okolicznych wyżynach. Z czasem uprawa wina przestała być wyłącznie domeną klasztorów i dworów — zachowane dokumenty lokacyjne miast Lubelszczyzny, takich jak Bychawa czy Tomaszów Lubelski, potwierdzają, że własne wino mogli wyrabiać i sprzedawać także mieszczanie.

Renesansowy złoty wiek
Okres największego rozkwitu nadwiślańskiego winiarstwa zbiega się ze złotym wiekiem Kazimierza Dolnego — czasem, gdy miasteczko bogaciło się na spławie zboża Wisłą. Z winiarską tradycją regionu związana jest jedna z najsłynniejszych postaci polskiego renesansu: Jan Kochanowski. Poeta uchodził za znawcę i miłośnika win z benedyktyńskiej plantacji w Górze Jaroszyńskiej, dziś Puławskiej, a bywał też częstym gościem na zamku w pobliskim Janowcu. Z tym kręgiem łączy się znana fraszka, w której ponad urzędy i zaszczyty Kochanowski przedkładał kufel, dobre towarzystwo i staranie o własną winnicę — obraz, który dobrze oddaje miejsce wina w kulturze ówczesnej Lubelszczyzny.
Zmierzch dawnych winnic
Świetność tej tradycji nie trwała wiecznie. U progu epoki nowożytnej całą Europę dotknęło ochłodzenie klimatu, nazywane czasem małą epoką lodowcową, które zniszczyło wiele winnic w jej północnej części. Doszły do tego względy ekonomiczne — rozwój handlu i transportu sprawił, że taniej było wino sprowadzać, niż samemu uprawiać. Winnice powoli znikały, choć niektóre przetrwały zaskakująco długo. Na skarpie pod zamkiem w Janowcu uprawa utrzymywała się jeszcze w XIX wieku, a region ten — obok okolic Zielonej Góry — uchodzi za jeden z najdłużej funkcjonujących dawnych ośrodków winiarskich w Polsce. Również w samym Kazimierzu Dolnym ślady winnic przetrwały do połowy XX wieku; uwieczniono je między innymi na powojennych pocztówkach, na których widać jeszcze paliki podtrzymujące winorośl.

Próba powojenna i długa przerwa
Po wojnie podjęto jeszcze próbę reaktywacji uprawy. Ówczesne władze wytypowały dolinę środkowej Wisły jako część obiecującego „rejonu centralnego” polskiego winogrodnictwa. W realiach gospodarki planowej uprawa winorośli na wino okazała się jednak nieopłacalna i ostatnie dawne plantacje zanikły w drugiej połowie XX wieku. Na kilka dekad winiarstwo w okolicach Kazimierza praktycznie zniknęło z krajobrazu, pozostając jedynie wspomnieniem i tematem lokalnych opracowań.
Współczesne odrodzenie
Prawdziwy powrót przyniosło dopiero nowe stulecie. W 2008 roku miejscowi winiarze powołali stowarzyszenie zrzeszające gospodarstwa regionu i przyjęli wspólne zasady uprawy oraz wyrobu wina. Dziś po obu stronach rzeki funkcjonuje około czterdziestu przeważnie niewielkich winnic, a uprawiane odmiany dobiera się pod kątem odporności na choroby i tolerancji chłodniejszego klimatu. Po wiekach przerwy określenie wino z Kazimierza Dolnego znów zyskuje realne pokrycie, a winiarstwo na nowo wpisuje się w tożsamość regionu — tym razem obok turystyki, enoturystyki i bogatego dziedzictwa kulturowego doliny środkowej Wisły.
Historia wina w okolicach Kazimierza Dolnego to więc opowieść o ciągłości i powrotach: od mszalnego wina średniowiecznych zakonników, przez renesansowy rozkwit i powolny zmierzch, aż po współczesne odrodzenie, które nawiązuje do tradycji równie starej jak najstarsze tutejsze mury.

