BIZ Polska > Blogi > > Namówić małe miasta na cappucino i croissanta

Namówić małe miasta na cappucino i croissanta

avatar

Ignacy Morawski - Główny Ekonomista BIZ Banku

Dla mieszkańców dużych miast przebywanie w kawiarniach to przejaw ich aspiracji i nowego stylu życia. Wydają tam coraz więcej pieniędzy. Dla właścicieli kawiarni zagwozdką jest sposób, jak trafić do mieszkańców mniejszych miast.

Byłem niedawno w radiu, by rozmawiać o temacie Grecji i ryzyka wyjścia tego kraju ze strefy euro. Tuż po rozmowie ze mną, w studiu pojawił się dyrektor jednej z największych w Polsce sieci kawiarni. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, z której wyłonił się ciekawy obraz rynku kawiarnianego w Polsce.

Wizyta owego dyrektora w radiu była spowodowana faktem, że tego samego dnia media opublikowały badanie firmy Euromonitor. Wynika z niego, że liczba osób chodzących do kawiarni w Polsce ma rosnąć w tempie 2-3 proc. rocznie. Zaś wartość wydatków będzie rosła w tempie ok. 5 proc. rocznie. Ja do takich badań podchodzę z lekkim dystansem, bo generalnie większość tego typu badań i prognoz wskazuje, że jakiś rynek będzie rósł w tempie zbliżonym do nominalnego wzrostu PKB +/- 1 pkt proc. Nie ma w tym nic odkrywczego. I ów dyrektor moje wątpliwości w tym przypadku potwierdził. Jego zdaniem – a zna on przecież rynek od podszewki – w najbliższych latach można liczyć na wzrost rynku nawet o 8 proc. A prognoza Euromonitora jest bardzo konserwatywna.

Rynek się szybko rozwija, ponieważ dla wielkomiejskiej klasy średniej przesiadywanie w kawiarniach stało się wyrazem ich rosnących aspiracji i nowego stylu życia. 10-20 lat temu wyjście na kawę i croissanta to było coś, co robiło się raz na jakiś czas (jeżeli oczywiście nie było się menadżerem dużej firmy) – no może w niedzielę. Teraz wiele osób chodzi na kawę, aby posiedzieć poza domem przy komputerze, poczytać książkę, po szkole, po pracy, przed pracę, do śniadania, do gazety, na spotkanie biznesowe, na randkę, lub bez większego celu. Jeżeli kawiarnie Starbucksa, gdzie kawa jest droga i wcale nie najlepsza, są zwykle pełne lub półpełne, to znaczy, że dla mieszkańców dużych miast przebywanie w kawiarniach staje się naprawdę istotnym elementem życia. W tym zresztą zaczynają przypominać ludzi na Zachodzie.

Ten wielkomiejski ruch kawiarniany jest widoczny gołym okiem pewnie dla każdego uważnego obserwatora. Ale z punktu widzenia biznesowego ciekawszy może być inny trend – rozwój kawiarni w mniejszych miastach. Tam tego boomu jeszcze nie widać, ale wspomniany powyżej dyrektor twierdzi, że to się będzie zmieniało i jego firma już pracuje nad modelem biznesowym mającym zagospodarować tę część rynku. Taki rynek różni się nieco od rynku większych miast. Na przykład oferta w większym stopniu musi zawierać wyroby słodkie, a w mniejszym – słone. Wynika to prawdopodobnie z faktu, ze w mniejszych miastach wyjście do kawiarni jest rzadziej praktyką codzienną, a częściej rodzajem odświętnej przyjemności. Możliwe też, że w mniejszych miastach panuje przekonanie, że zjedzenie zwykłej kanapki w kawiarni to marnotrawstwo. Czyli prędzej powinno się zaoferować słodkiego croissanta i cappuccino.

Myślę też, że mali przedsiębiorcy w mniejszych miastach powinni zawczasu nauczyć się czegoś od ich odpowiedników w dużych miastach i dostrzec, że jeżeli chce się konkurować z dużymi sieciami trzeba zaoferować coś naprawdę specjalnego. Małe firmy powinny się zrzeszać w stowarzyszenia, które będą w stanie zamawiać analizy rynkowe, pozwalające im odpowiedzieć na pytanie, jak najlepiej trafić w gusta konsumentów. Przy rosnącej konkurencji nie wystarczy kupić ekspres do kawy, zamówić partię bułek i wystawić pięć stolików. Miejsce kawiarni, wystrój, oferta, grupa docelowa, strategia marketingowa – to wszystko ma znaczenie również dla małych firm.

< powrót do wszystkich artykułów